Tylko cztery miesiące i jednocześnie AŻ cztery miesiące
przyszło nam, graczom, czekać na next-gen’owy tytuł, który zadowalałby na wielu
płaszczyznach, nie tylko pod względem graficznym, jak to było w przypadku
Killzone: Shadow Fall. InFAMOUS: Second Son to świetny start z uniwersum dla
tych, którzy po raz pierwszy chwytają za grę z serii, której początki sięgają
poprzedniej generacji. To zupełnie nowa opowieść, inny, bardziej wyluzowany
bohater, ale jednocześnie produkt garściami czerpiący z poprzedniczek.
Podstawowy zamysł się nie zmienił – nadal mamy do czynienia
z systemem zwanym karmą. Tylko od nas
zależy, czy jako Delsin Rowe, heros z przypadku, będziemy stać po stronie
społeczeństwa, pomagając potrzebującym i przepędzając z miasta dilerów
narkotyków, czy przemienimy się w okrytego niesławą typa spod ciemnej gwiazdy,
który z satysfakcją eliminuje policjantów. Niezależnie od obranej przez nas
ścieżki, głównym celem jest walka z funkcjonariuszami DOZ – bandą, której
głównym celem jest pojmanie tak zwanych bioterrorystów.
Pomagać nam w tym będzie Reggie – starszy brat Delsina, który sam jest stróżem
prawa.
Nic się nie zmieniło również w środkach, którymi posłużymy się na drodze ku świetności. Głównym orężem są nadprzyrodzone moce, które aktywuje posiadany przez niektórych ludzi „gen przewodnictwa”. I tak jak poprzednie odsłony raczyły nas jedynie elektrycznymi zdolnościami (w dwójce mieliśmy do wyboru jeszcze jedną), tak tutaj otrzymujemy do naszej dyspozycji cały arsenał widowiskowych strzałów i wybuchów, które pozwalają poczuć się nam niemalże bosko. Tym samym dochodzimy do największego plusa nowego „Niesławnego” – frajdy płynącej z używania oferowanych nam mocy. A te wykonane są absolutnie mistrzowsko – zachwycają animacje i elementy cząsteczkowe przy wysysaniu dymu czy neonu, czuć potęgę w wysyłanych na zastępy przeciwników pociskach. Ogromne wrażenie sprawiają szczególnie ataki karmiczne, do których musimy się przygotować wykonując dobre lub złe uczynki. W sumie przyjdzie nam zdobyć cztery rodzaje „uzdolnień”, z których każde uwalnia wizualny potencjał drzemiący w nowej generacji.
InFAMOUS:
Second Son to uczta dla oczu. Odbicia światła, wysokiej jakości
tekstury, refleksy, nałożone filtry, dbałość o szczegóły, wykonanie
poszczególnych mocy nie pozostawiają złudzeń – oto najlepiej wyglądająca gra na
konsole. Przemierzanie wirtualnego, nieco smętnego i mrocznego Seattle jest
niezwykłym doznaniem obfitującym w przewspaniałe widoki. Trudno oprzeć się
pokusie przystania na moment, by popatrzeć na zachodzące słońce, bądź rozświetlić
noc efektownym neonem, wsłuchując się w agresywne, chwytliwe rytmy ścieżki dźwiękowej.
Tym bardziej zadziwia fakt, że jest to tytuł z otwartym światem. Niezbyt dużym, co prawda, ale świetnie zaprojektowanym, z charakterystycznymi dzielnicami, po których po pewnym czasie zaczynamy poruszać się intuicyjnie. I niestety – jedynie to przemieszczanie sprawia przyjemność. Aktywności poboczne, czyli różne misje dodatkowe rządzą się swoją schematycznością i po pewnym czasie zaczynają nużyć. Idź tu, zrób tamto, zniszcz ukrytą kamerę, narysuj graffiti, wyzbieraj odłamki (czyli znajdźki) i tak do wyczerpania materiału.
To sprowadza nas do
bolączki, która najbardziej mnie w nowym InFAMOUS’ie rozczarowała – naiwnej,
niezbyt porywającej fabuły, zarówno po dobrej, jak i złej stronie. Jest
opowiedziana w ciekawy sposób, to trzeba jej przyznać, narracja wciąga
umiejętnie sklejonymi dialogami, ale nie samymi wypowiedziami historia stoi. Ta
seria nigdy nie była wzorcowym przykładem na wielowymiarowy, poważny storyline,
ale poprzednie części skrywały w sobie pewien element zaskoczenia, były
nieprzewidywalne. Tu zaś twórcy z Sucker Punch stawiają przed nami sklejony
jakby z różnych kawałków kloc, który jako tako trzyma się kupy. Przykro.
„Drugi Syn” jest intrygującym zjawiskiem. Niby dostajemy
atrakcyjną gameplay’owo grę, która dostarcza nam niezliczone pokłady radości, nie
pozwala odciągnąć od ekranu i przy tym prezentuje się fenomenalnie, a z drugiej
strony – fabularnie przeciętnego średniaka, który nie powinien, a pochłania. W
skrócie – warto, ale w głównej mierze dla zapierających dech umiejętności,
które czynią z Delsina superbohatera.
















.png)

.png)












